Wczoraj było bajkowo. Razem z Klerr i Charlottą wybrałyśmy się na rowerki. Słońce akurat mocno świeciło, przebijało się przez drzewa. Mimo tego, że lato, jakoś tak wieczorkiem było chłodno, ale duszno. ^-^ Pojechałyśmy na stawik, do parku. Hehe... włosy Klary świeciły pięknie pod słońcem... moje tak.... czekoladowo złoto. Charlotta siedziała na ławce i..... śmiałą się po cichu z nas, bo my stoimy w stronę słońca z włosami na twarzy. No co.. podziwiałyśmy piękne barwy!! :)
To nie było wszystko. Potem na plac zabaw z naszego dzieciństwa pojechałyśmy.
Na karuzeli zrobiło nam się po kilku minutach nie dobrze, a odrywając ręce, czułyśmy, jak byśmy latały. *.*
Niesamowite wrażenie. Znudziło nam się to po czasie, a Charlottę kusiły te drzewa, na których były wiśnie, jabłka, śliwki i inne tam takie. Wszystko było by dobrze, gdyby chociaż jabłka były dojrzałe. Ale no cóż, jak się coś chce, to trzeba to zrobić. No i weszła na drzewo. Pozrywałyśmy kilka i odstawiłyśmy na bok. Potem wiśnie. Hm... tam już tak łatwo nie można było wejść. Więc chciały mnie podsadzić. Ja się bałam... więc podsadziłyśmy Klarę. Zerwała kilka i spróbowałyśmy.... kwaśne baardzo.
Hahah, z jabłkami było najlepsze. Pół czerwone i pół zielone. Takie małe jak.. jak małe jabłka.LOL
"Raz, dwa, trzy JEMY!" Haha, były nie dobre, twarde, ale nów było śmiesznie. Jakiś pies się nas uczepił nawet, no! Było fajnie. :P Czekam na więcej takich wakacyjnych "przygód". :D