środa, 19 września 2012

A cold day. '-'

Taaak.... mój angielski się rozwija. Ale to na pewno nie dzięki naszej pani od Angielskiego, prawda Klaro? 
Będzie to krótki post, prawie taki jak zwykle. Dziś padał deszcz, z jednej strony fanie, bo lubię, ale z drugiej.. ZIMNO! -,- No i muszę się pouczyć. Kartkówkeczka dziś była i juutro będzie. Po prostu pięknie. 
Tomczix, pamiętaj o okładce. Mogę do Ciebie w weekend wpaść, to Ci pomogę z chęcią. :P
Ogólnie to.. hm... Jest dobrze. Chora byłam od soboty. Niedziela gorączka, w poniedziałek nie byłam w szkole. Katar i kaszel nadal mi dokucza. Kilka osób w klasie też chorych. Nie mam pojęcia co się dzieje!
5 z niemca! Uhuuhu. Haha, klameczka się urwała. Oczywiście "sama". W każdym razie ON tak uważa.

 NO NIC, ZMYKAM DO NAUKI.

(A teraz na pożegnanie tak TCZOWO.) ^-^
DO ZOBACZENIA

czwartek, 13 września 2012

Nie wierzę...

Nie wierzę po prostu! Nie było mnie tyle czasu. 2 miesiące i 3 dni... chyba. :D
Jejku, loty samolotem przeżyłam, więc jestem.
Dużo się nie wydarzyło. Z braku czasu i mojego wrodzonego lenistwa, nie chciało mi się ogarnąć bloga. Ale zebrałam siły i jestem. Dziękuję Wam, że czytacie, mam nadzieję, że czytacie. Hehe :3
----------------------------------------------------
Na wakacjach oczywiście Charlotta i Klerr-Bez was nie było by ciekawie.

Nie będę chyba się rozpisywać... szkoła! A jak, zaczęła się i już mnóstwo nauki. -.-
Ok, już zaczynam przynudzać. Może po prostu opublikuję ten post jak będzie się coś działo, baaardzo nudziło, to na pewno coś ciekawego napiszę. :P
Paaa C:

wtorek, 10 lipca 2012

TYLKO NIE "CZIX"

Dzisiejszy dzień wydawał się z początku... nudny. Ale dzwoniąc, obudziła mnie bardzo mi bliska osoba. Tomaczix.   Haha xd. Zapytała się co będę dziś robić. No ja na to, że idę z mamą na zakupy, a potem nic. :P
No no, i się spotkałyśmy! Z Klarczix. Byłooo fajnie. Kupiłyśmy sobie lody "Inne". No bo były rzeczywiście inne! Podobno już ich od dawna nie ma. Tez ich nigdy nie widziałam. Były dobre. :D Haha, pieniądze się wysypały Chrlottcie z koszyka a potem na chodnik. Genialne. Ale potem przy stawie zaczęło padać i grzmić. Oczywiście moja mama zadzwoniła i nie pozwoliła się cieszyć ta chwilą. Ale ale. Poszłyśmy do Tomalczix. Pozmieniałyśmy z Klarczix nazwy na Tomalczix gg. I dlatego się też wzięło to całe "Czix" Ja jestem oczywiście Kamczix. Taki lol. Hahhahahah: "Mój eks </3" hahaha- Tomczix dopiero potem to zauważyła. haha. Albo świetne opisy... Nie waaażne. -,- Ile Tomalczix musiała się nagadać, namęczyć, aby poprosić siostrę o zwolnienie kompa z PlayStation 3.... no i się udało! Juhu. Grałyśmy sobie w..w...w... aa.. EyePet czy coś teges. :D
Nasze zdjęcie było profesjonalne. Taki krótki pościk, no cóż. Może się uda (TOMALCZIX, poproś tatę, nooo) na nockę.

czwartek, 5 lipca 2012

Wiśnie, słońce i włosy.

Wczoraj było bajkowo. Razem z Klerr i Charlottą wybrałyśmy się na rowerki. Słońce akurat mocno świeciło, przebijało się przez drzewa. Mimo tego, że lato, jakoś tak wieczorkiem było chłodno, ale duszno. ^-^ Pojechałyśmy na stawik, do parku. Hehe... włosy Klary świeciły pięknie pod słońcem... moje tak.... czekoladowo złoto. Charlotta siedziała na ławce i..... śmiałą się po cichu z nas, bo my stoimy w stronę słońca z włosami na twarzy. No co.. podziwiałyśmy piękne barwy!! :)
To nie było wszystko. Potem na plac zabaw z naszego dzieciństwa pojechałyśmy.
Na karuzeli zrobiło nam się po kilku minutach nie dobrze, a odrywając ręce, czułyśmy, jak byśmy latały. *.*
Niesamowite wrażenie. Znudziło nam się to po czasie, a Charlottę kusiły te drzewa, na których były wiśnie, jabłka, śliwki i inne tam takie. Wszystko było by dobrze, gdyby chociaż jabłka były dojrzałe. Ale no cóż, jak się coś chce, to trzeba to zrobić. No i weszła na drzewo. Pozrywałyśmy kilka i odstawiłyśmy na bok. Potem wiśnie. Hm... tam już tak łatwo nie można było wejść. Więc chciały mnie podsadzić. Ja się bałam... więc podsadziłyśmy Klarę. Zerwała kilka i spróbowałyśmy.... kwaśne baardzo.
Hahah, z jabłkami było najlepsze. Pół czerwone i pół zielone. Takie małe jak.. jak małe jabłka.LOL
"Raz, dwa, trzy JEMY!" Haha, były nie dobre, twarde, ale nów było śmiesznie. Jakiś pies się nas uczepił nawet, no! Było fajnie. :P Czekam na więcej takich wakacyjnych "przygód". :D

wtorek, 3 lipca 2012

"Jak wjadę na autostradę, umrę"

Taki oto tekst zapowiedziałam wjeżdżając na...
A zaraz zobaczycie... ;)

Więc wczoraj (2.07.12) z Charlottą wyszłyśmy na rowerki. Wzięła paletki, koc, farby (nie wiem po co), kredki i inne duperele. Ja za to zeszyt i długopis. Poszłyśmy na staw i długo się zastanawiałam w kalamburach, o co jej chodziło-Bajoro, woda, bagno, statek(???), rzeka i inne... -.- Po prostu śmiechu pełno! Potem na stadion. No i się zaaaaczęło. 
Obok stadionu były takie schodni, a obok nich wjazd dla rowerów i wózków inwalidzkich, chyba. :3
No i skorzystałyśmy z okazji. Wjeżdżamy tak powoli, że szybciej bym szła. Przestraszyłam się, ponieważ była na górze autostrada. Ale ni by po co były by tam schody? No właśnie więc jedziemy na górę dość dłuuugo. Ja powiedziałam Charlottce: "Jak wjadę a autostradę, umrę". W sumie nie wiem czemu to powiedziałam, ale jakoś tam się wymsknęło. No bo w tym całym skupieniu, aby wjechać.. no wiecie. Tak się powiedziało z niczego i niepotrzebnie. Ale właśnie to się zapamiętało na dość długo.
Charlotto! Musiałaś im odrysować to na ławce? Mówiłam, ze niepotrzebnie. Ah, ok. Ładnie Ci to wyszło. ;)
Tak więc spędziłam ten dzień. Miło i w odpowiednim dla mnie towarzystwie. :*