wtorek, 3 lipca 2012

"Jak wjadę na autostradę, umrę"

Taki oto tekst zapowiedziałam wjeżdżając na...
A zaraz zobaczycie... ;)

Więc wczoraj (2.07.12) z Charlottą wyszłyśmy na rowerki. Wzięła paletki, koc, farby (nie wiem po co), kredki i inne duperele. Ja za to zeszyt i długopis. Poszłyśmy na staw i długo się zastanawiałam w kalamburach, o co jej chodziło-Bajoro, woda, bagno, statek(???), rzeka i inne... -.- Po prostu śmiechu pełno! Potem na stadion. No i się zaaaaczęło. 
Obok stadionu były takie schodni, a obok nich wjazd dla rowerów i wózków inwalidzkich, chyba. :3
No i skorzystałyśmy z okazji. Wjeżdżamy tak powoli, że szybciej bym szła. Przestraszyłam się, ponieważ była na górze autostrada. Ale ni by po co były by tam schody? No właśnie więc jedziemy na górę dość dłuuugo. Ja powiedziałam Charlottce: "Jak wjadę a autostradę, umrę". W sumie nie wiem czemu to powiedziałam, ale jakoś tam się wymsknęło. No bo w tym całym skupieniu, aby wjechać.. no wiecie. Tak się powiedziało z niczego i niepotrzebnie. Ale właśnie to się zapamiętało na dość długo.
Charlotto! Musiałaś im odrysować to na ławce? Mówiłam, ze niepotrzebnie. Ah, ok. Ładnie Ci to wyszło. ;)
Tak więc spędziłam ten dzień. Miło i w odpowiednim dla mnie towarzystwie. :*